niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 30 - OSTATNI !!!

- Gratuluje mają państwo śliczną córeczkę- powiedział do nas lekarz i dał mi ją do rąk.
Była taka malutka, bezbronna, moja , nasz. Cały Josh , te oczka i nosek. Była taka śliczna. Moja mała Taylor.
- Jest taka śliczna.- powiedziałam
- Jak jej mama- powiedział Josh i pocałował mnie w usta.
Nie mogłam uwierzyć że ta niewinna dziewczyna jest moją córeczką.
Po chwili do sali weszli moi rodzice, Iza, Maks, Janina, Kornelia i Konrad. Wszyscy gratulowali nas córeczki. Każdy chciał ją chociaż na chwilkę potrzymać.
- Przepraszam was, ale Lena powinna odpoczywać , więc może zostawmy ją.- powiedział Josh, wszyscy mu przytaknęli w wyszli z sali. Mój ukochany podszedł do mnie i jeszcze rac mnie pocałował. Usiadł na krześle obok łóżka i chwycił mnie za rękę. Po chwili do sali przyszła pielęgniarka i powiedziała że musi już zabrać moje maleństwo.
- Josh kochanie, idź do domu. Zjedź coś , połóż się spać.
- Nie jestem głodny, zostanę z tobą.
- Dobra to chociaż się połóż koło mnie- powiedziałam i zrobiłam mu trochę miejsca na moim łóżku.
- Kocham Cię - wyszeptał mi do ucha
- Ja ciebie też.- powiedział i wtuliłam się w jego tors. Zamknęłam oczy i powoli zasnęłam.
Kiedy obudziłam się po kilku godzinach, Josh nadal spał a koło mojego łóżka stał lekarz,
- Jak się pani czuje ? - zapytał
- Dobrze , ale jestem troszkę zmęczona. Kiedy będę mogła zobaczyć córkę?
- Za chwilę pielęgniarka powinna ją do pani przyprowadzić.
- A kiedy będę mogła wyjść do domu?
- Zrobimy pani i dziecku jeszcze kilka badań i jeśli będą pozytywne to dziś będzie mogła pani wyjść z dzieckiem.
Pielęgniarka przyniosła mi moją małą kruszynkę i powiedziała że mogę ją nakarmić. Kiedy ją karmiła patrzyła się na mnie tymi malutkimi oczkami. Była tak śliczna. Josh zaczął się kręcić się na łóżku i w końcu spadł. Parsknęłam głośnym śmiechem. Taylor się wystraszyła ale nie płakała.
- Co się stało ?- spytał zdziwiony chłopak
- Spadłeś z łóżka.
- Czuje- wstał i trzymał się za bolące plecy.
- Kochanie, mógłbyś pojechać do domu , przywieść mi i małej ubrania i jeszcze nosidełko ?
- Wychodzicie dziś ?
- Tak , zrobią nam jeszcze kilka badań i możemy wyjść.
* perspektywa Josh.
- Niedługo wrócę- pocałowałem ją czule w usta i nasze maleństwo w czoło. Wyszedłem ze szpitala i pojechałem do domu. Przygotowałem kilka zestawów ubrań dla Leny bo nie wiedziałem co będzie chciała ubrać. Znalazłem ubranka dla małej i nosidełko. Wziąłem jeszcze szybki prysznic i przeprałem się.
Z tego wszystkiego zapomniałem zadzwonić do rodziców i Miley. Zadzwoniłem do mamy. Bardzo się cieszyła i prosiła żebym wysłał jej jakieś zdjęcie. Następnie wybrałem numer do Miley
- Josh idioto wiesz która jest godzina.- zapytała zła przyjaciółka
- Wiem, ale mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Co jest takie ważne.
- Urodziła mi się córeczka !!!
- Co ?!!!!
- Lena kilka godzin temu rodziła mi piękną córkę!!
- Czemu wcześniej nie zadzwoniłeś ?
- Zapomniałem. Dobra muszę kończyć bo muszę jechać po dziewczyny do szpitala
- Pozdrów je ode mnie i ucałuj.
Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę szpitala. Po niecałych 20 minutach byłem do miejscu. Ruszyłem do sali w której czekały na mnie dwie najważniejsze kobiety w moim życiu. Dałem Lenie ubrania i wziąłem małą na ręce. Była tak śliczna.
* Perspektywa Leny
Miałam najlepsze życie , niczego mi już nie brakowało. Miałam cudowną córeczkę i wspaniałego narzeczonego. Maturę zdałam śpiewająco. Niczego już nie potrzebuje no może jeszcze iść na studia ale to dopiero za rok.
Spakowałam jeszcze kilka rzeczy do torby i byłam gotowa. Poprosiłam tatę żeby zniósł mi na dół walizki i poszłam po małą. Zeszłyśmy do kuchni a tam czekała już na mnie mama.
- Kochanie jesteś pewna ?- zapytała
- Tak mamo.
- Nie wolisz polecieć z nami ? to jeszcze tylko 4 dni. Dasz sobie sama z Taylor ?
- Mamo dla mnie cztery dni to jak cztery tygodnie a z malutką dam sobie redę. Nie musisz się o nic martwić.
- No dobrze , ale jak będziesz na miejscu to proszę cie zadzwoń.
- Dobrze.
Wyszliśmy przed dom gdzie czekał już na mnie Maks. Tata zapakował moje bagaże do bagażnika a kuzyn pomógł mi z Taylor.
- A mamo!
- Tak córciu? Przywieziecie mi resztę moich rzeczy ?
- Oczywiście. Pa córciu.
- Pa mamo.
Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy. Pojechaliśmy w stronę lotniska. Odprawa trwała dość długo bo aż półtorej godziny. Kiedy weszliśmy do samolotu, nakarmiła małą i położyłam ją spać bo była zmęczona. Gdy mała zasnęła to ja też położyłam się na chwilkę spać. Obudził nas głos Proszę zapiąć pasy, lądujemy. Wysiadłyśmy z samolotu i poszłyśmy po bagaże. Kiedy wzięłam walizki znalazło się koło mnie mnóstwo facetów z aparatami i robili na zdjęcia. Taylor się przestraszyła i zaczęła strasznie płakać. Nie mogłam jej uspokoić, a najgorsze było to nie nigdzie nie widziałam Josha. Nagle ktoś do mnie podszedł i namiętnie pocałował. Od razu wiedziałam że to ON. Wziął na ręce naszą córeczkę a ona od razu się uspokoiła. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę auta. Kiedy siedzieliśmy już w samochodzie, Josh znowu mnie pocałował.
- Strasznie się za wami stęskniłem.
- My za tobą też. - powiedziałam i ruszyliśmy do domu. Były straszne korki więc jazda do domu była długa. W pewnym momencie nie poznawałam okolicy coś mi nie pasowało. Byłam ciekawa gdzie jesteśmy. W końcu zaparkowaliśmy pod jakimś domem.
- Kochanie gdzie my jesteśmy ? - zapytałam
- W domu.
- Ale chyba nie naszym.
- Postanowiłem kupić nam nowy dom. Tamten był za mały.
- Oczywiście był taki mały że nie pomieściłby trzech osób.
- Oj tam, po prosu gdy go zobaczyłem pomyślałem że ci się spodoba więc kupiłem. Nie podoba ci się ?- zapytał i pocałował mnie w policzek.
- Jest śliczny. Chodźmy już do środka.
Moje kochanie wzięło na ręce Taylor i weszliśmy do domu. Były ślicznie. Zawsze tak sobie wyobrażałam mój dom. Poszliśmy na górę i weszliśmy do pokoju małej.
- Och, jak ślicznie. Sam urządzałeś ?
- Miley mi trochę pomogła.
- No tak mogłam się domyślić. A gdzie jest nasza sypialnia ?
- Obok , chodź.- położył śpiącą Taylor do łóżeczka i pociągnął mnie za rękę do naszej sypialni.
- Boże Josh!
- Podoba ci się
- Jest ślicznie.
Kiedy Josh musiał uczyć się roli do filmu ja postanowiłam ugotować coś na obiad. Byłam pewna że Josh przez cały czas jadał  w jakiś knajpkach albo zamawiał pizze. Moje umiejętności kucharskie nie były nie wiadomo jakie ale moja mama nauczyła mnie ugotować kilka potraw. Zdecydowałam się na zrobienie pierogów. Kiedy mój narzeczony był u mnie w święta bardzo mu smakowały pierogi moje babci. Powiem szczersze że wyszły mi dość dobre ale nie tak dobre jak babci. Po obiedzie zabraliśmy malutką i poszliśmy na spacer. Okazało się że niedaleko naszego domu jest plaże, na którą się wybraliśmy. Była już późna godzina więc nie było takiego tłoku jak za dnia. Było kilka dzieci które grały w piłkę , kilka zakochanych par i nastolatkowie pijący piwa i palący papierosy, och nie wiem jak można w tak młodym wieku pić i palić! te dzieciaki tylko marnują sobie życie. Kiedyś mój nauczyciel powiedział mi że jeden papieros to 8 minut mniej życia. Chodziliśmy po plaży trzymając się za ręce i mocząc nogi w wodzie. Rozmawialiśmy z Joshem na temat naszej przyszłości , jakie mamy plany. Kiedy zaczęło się ściemniać i Taylor zaczęła się robić głodna postanowiliśmy wrócić do domu.

- Lena wstawaaaj ! LENA ! - usłyszałam kobiecy głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobie dwie głowy. Miley trzymającą na rękach małą.
- Miley co ty tu robisz ?! Która godzina ? Gdzie Josh ?
- Więc jestem tu bo muszę się tobą zająć, jest 6.00 a Josh pojechał z chłopakami na lotnisko po twoją rodzinę.
- Co ?! szósta rano ?! Miley czyś ty oszalała ?
- Kochanienka czy ty myślisz że gdybyś wstała o 8 rano to wyrobiłabyś się na 13 ? Bo ja wątpię. A teraz idź się myć i ubierać.
- Dobrze.
Niechętnie wstałam z łóżka i powlokłam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic żeby się pobudzić, uczesałam włosy w kucyka i zeszłam na dół. W salonie siedzieli już : mama, Iza , Gosia, Janina, Kornelia, babcia  kilka cioć, Taylor i Kristien. Babci trzymała moją córeczkę na rękach i bawiła się z nią. Usiadłam obok dziewczyn a Miley podsunęła mi pod nos kanapki.
- Masz wcinaj - powiedziała - Pani babciu , mam do pani wielką proźbę czy mogłaby się pani zająć dziś małą Taylor ? - zwróciła się do moje babci.
- Oczywiście, nareszcie będę mogła spędzić trochę czasu z prawnusią.
- Super, więc wszystko załatwione.
- A gdzie Josh ?- zapytałam
- Co ty się nim tak przejmujesz co ? zobaczysz go w swoim czasie.
Usłyszałam jak pod domem parkuję jakiś samochód , moja przyjaciółka tez musiała to usłyszeć bo wstała i wyszła z domu. Po kilku minutach wróciła a za nią chyba z 20 osób mężczyźni i kobiety. Miley podeszła do mnie i zapytała
- Najedzona ? mam nadzieje że tak bo przez następne kilka godzin raczej nic nie zjesz. A teraz wstawał- spełniłam jej proźbę a ona zawiązała mi oczy chustka.
- Eeee Miley nie że coś ale o co chodzi z tą chustką.
- Widzisz coś ?
- Nie
- No i o to chodzi, nie zadawaj już pytań tylko chodź.
Przyjaciółka zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju a za nami poszła cała reszta, tylko babcia została w salonie z moim maleństwem. Już po chwili znalazł się koło mnie jakiś mężczyzna. Zaprowadził mnie do łazienki i rozwalił mojego kucyka. Umył mi włosy a potem zaprowadził do pokoju i posadził na krześle. Wysuszył mi włosy a potem zabrał się za układanie ich. Po jakiejś godzinie poszedł sobie , ale już po chwili poczułam kobiece dłonie na mojej twarzy.
- Teraz ściągnę ci chustkę  ale masz cały czas mieć zamknięte oczy. - powiedziała.
- Okej.
Ściągnęła materiał z moje twarzy i po chwili poczułam że nakłada mi puder na twarz, róż na policzki, maluje rzęsy i inne tego typu rzeczy. Kiedy kobieta skończyła swoją prace założyła mi delikatnie chustkę tak żeby makijaż się nie rozmazał, a potem wyszła. Przez kilka minut siedziałam sama w pokoju. Usłyszałam otwarcie drzwi i kroki.
- Miley? - zapytałam nie pewnie
- Tak, chodź teraz czas żeby się przebrać.
- Mogę się już zobaczyć ?
- Oczywiście - już się cieszyłam - że nie. Wstawaj muszę ci pomóc się przebrać.
Miley pomogła mi się rozebrać i założyć suknie. Wiedziałam tylko że jest długa. Bardzo się ucieszyłam bo nie  podobają mi się krótkie suknie. Kiedy byłam ubrana, uczesana i miałam gotowy makijaż, przyjaciółka wyprowadziła mnie z domu i wsadziła do samochodu. Po kilkunastu minutach auto się zatrzymało. Miley pomogła mi wysiąść i zaprowadziła mnie do jakiegoś pomieszczenia.
- Dobra więc masz chyba jakieś piętnaście minut. Możesz już się zobaczyć. Za niedługo powinien przyjść tu twój tata i dziewczyny , a my widzimy się przy ołtarzu. - powiedziała Miley i wyszła.
Nareszcie ściągnęłam chustkę z oczu i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój był bardzo mały znajdowała się tu niewielka kanapa , stolik z wodą, drzwi które chyba prowadziły do łazienki i wielkie lustro na całą ścianę. Zobaczyłam w nim zupełnie inną osobę, nie byłam do siebie podobna. Wyglądałam inaczej ten makijaż i ta fryzura całkowicie mnie odmieniła. Spojrzałam na moją suknie ślubną. Była idealna, zawsze o takiej marzyłam.
- Lena - usłyszałam głos ojca.- wyglądasz przepięknie.
- Dziękuje.
Do pokoju wbiegła Kristien za nią Taylor i Gosia. Podeszły do mnie i zapytały:
- Gotowa ? - nerwowo pokiwałam głową.
- Okej, więc my wychodzimy kiedy ja wyjdę liczysz do dziesięciu i idziesz jasne ? - zapytała mnie siostra.
- Jasne- strasznie się denerwowała, serce waliło mi jak oszalałe ale jednocześnie nie mogłam się doczekać kiedy go zobaczę, kiedy stanę obok niego , kiedy powiemy sobie magiczne " tak ". Dziewczyny zaczęły po kolei wychodzić z pomieszczenia. Tata podszedł do mnie a ja chwyciłam go pod rękę. Gosia wyszła. Jeden, dwa , trzy, cztery , pięć, sześć , siedem , osiem, dziewięć,
- Trzymaj mnie mocne żebym nie upadła- powiedziałam do taty a on mocniej mnie chwycił. Dziesięć. Wyszliśmy. Dostałam szoku. Nie byliśmy w kościele. Tylko na plaży. Och.... myślałam że nie będzie pamiętać. Leciała muzyka a ja razem z tatą dzielnie kroczyłam, skręciliśmy w lewo i ujrzałam ołtarz. Po lewej i prawej stronie rozstawione były krzesła owinięte białym materiałem a  pomiędzy krzesłami była ścieżka prowadząca do ołtarzu posypana płatkami czerwonych róż. Przy ołtarzu po lewej stronie stała Miley a za nią reszta dziewczyn a po prawej stronie stał Josh i mój kuzyn ( świadek mojego ukochanego) a w tle był ocean. Tata podprowadził mnie pod sam ołtarz i podał moją dłoń Joshowi. Stanęłam na przeciwko ukochanego. Przez całą ceremonie patrzyliśmy sobie w oczy. W końcu powiedzieliśmy sobie te magiczne słowa.
- Tak
- Tak
Ksiądz powiedział że pan młody może mnie pocałować. Cały czas czekałam na ten moment. Josh wpił się w moja usta z taką czułością jak nigdy. Nogi ugięły się pode mną, gdyby nie to że Josh mnie podtrzymywał to pewnie bym upadła.
- Kocham Cię.- wyszeptałam mu do ucha.
- Ja Ciebie też. Już na zawsze razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz